Adopcja kota

pexels-photo-909620.jpeg

Posiadanie kota jest niewątpliwie jedną z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały. Koty zresztą towarzyszą mi przez całe życie. Od kiedy tylko pamiętam znosiłam do domu – ku niezadowoleniu mamy – kolejne biedne, potrzebujące, bezdomne kocięta.

Jednego z nich znalazłam na wakacjach. Miałam wtedy 13 lat i byłam na rodzinnym kempingu w Dębkach. Podczas całego pobytu, po polu namiotowym kręcił się duży, czarno-biały dachowiec. Jednego z ostatnich dni wyjazdu, mama poprosiła mnie abym poszła do recepcji z numerkiem odebrać naładowane telefony (taki oldchool – nie było wtedy powerbanków). Wtedy zobaczyłam przyklejone na blacie zdjęcie tego kota i informację, że poszukuje domu.

Oczywiście natychmiast pobiegłam do namiotu błagać rodziców żebyśmy go zabrali, tym bardziej, że już od ponad roku nie mieliśmy w domu kota. Rodzice stawiali opór ale po moich namowach zadzwoniliśmy na podany na kartce numer. Opiekunem kota okazała się być sympatyczna starsza pani, z którą umówiliśmy się przy wejściu na kemping. Zaprowadziła nas do swojego namiotu, opowiadając po drodze o kocie. Wraz ze swoim mężem spędzała w Dębkach trzy tygodnie, kiedy przyjechali kot już błąkał się po polu namiotowym. Podczas pobytu opiekowali się nim. Nazwali go Tymoteusz. Dawali mu jedzenie, pozwalali także mu spać w ich namiocie. Niestety nie mogli go zabrać do domu, ponieważ sami mieli już kilka kotów. W ogóle ze sposobu w jaki mówiła o zwierzakach można było wywnioskować że jest typową kociarą – moja 60-letnia bratnia dusza.  Tymoteusz miał na szyi adresówkę na której podany był numer telefonu – z niemieckim numerem kierunkowym. Opiekunowie próbowali dodzwonić się pod ten numer, jednak nikt nie odbierał. Ja również kilkukrotnie próbowałam – bez skutku. Podejrzewaliśmy, że ktoś po prostu kota zostawił. Być może wybrał się na spacer a właściciele wyjechali.

W każdym razie kot trafił do mnie. Nasze początki były ciężkie. Kot był „dziki”, nie chciał usiedzieć w domu, a co dopiero dać się pogłaskać. Panikowałam gdy głośno miauczał chcąc wyjść na podwórko, bałam się że ucieknie. Na szczęście kot stopniowo oswajał się z nową sytuacją. Okazał się być bardzo mądrym kotem. Potrafił sam otworzyć sobie niemal każde drzwi domu skacząc na nie – z wyjątkiem ciężkich wejściowych, choć jeszcze trochę i jego masa by mu na to pozwoliła. Nie był to najbardziej przytulaśny kot świata ale kochałam go całym sercem, uważałam że to najlepszy kot ever.

Kot Tymek był z nami 3 lata. Niestety zdechł. Okazało się że miał guza układu moczowego. Miał mieć operację cewnikowania, przez którą straciłby kontrolę nad tym kiedy oddaje mocz, ale zdechł na stole operacyjnym. Jak ja wtedy płakałam.. O matko. Sam okres przed operacją też nie był lekki, kot się męczył, załatwiał we wszystkich kątach domu, a nawet w wannie, ponieważ jego kuweta kojarzyła mu się z bólem.

Kolejne trzy lata przeżyłam na „bezkociu”. Do momentu aż pewnego ciepłego, wrześniowego dnia mama nie wysłała mnie do sklepu po chleb. Poszłam, zabierając ze sobą swojego chłopaka, mimo iż do sklepu mam 5 minut, to przecież nie lada eskapada!

Przed jednym ze sklepów siedział kiciuś. Nie zobaczyłam go, tylko usłyszałam. Piszcząca czarna kulka nieszczęścia. Oczywiście musiałam podejść. Kot siedział przy miseczce z mlekiem (…) i nie uciekł kiedy podeszłam. Wzięłam go na ręce, ku protestom mojego chłopaka („Zostaw tego kota, Twoi rodzice się nie zgodzą, na pewno nie jest bezdomny” itd.) i poszłam kupić ten nieszczęsny chleb. W drodze powrotnej weszłam jeszcze do sklepu przy którym siedział kot wypytać od jak dawna tam przebywa, skąd się wział, czy ktoś o niego pyta.

I zaniosłam go do domu. Pokazałam go tylko mamie i pobiegłam zamknąć się w moim pokoju, bo pies dostał nadmiernej euforii w związku z pojawieniem się nowego członka rodziny. Kolejne przebłaganie rodziców było przede mną. Na szczęście kociarstwo mam chyba w genach po ojcu więc jego przekonać było zdecydowanie łatwiej ;). Kot okazał się kotką, którą nazwałam Luna i jest ze mną do dziś – już 8 lat!

Nie mogłabym opisać ile radości wniosło w moje życie posiadanie zwierzaka. Choć koty to stworzenia bardzo indywidualistyczne i charakterne, ja trafiłam na przytulaska i kanapowca. Chociaż miewa odpały i potrafi uciec na drugi koniec domu jak tylko mnie zobaczy. Zawsze się wówczas zastanawiam co siedzi w tym kocim móżdżku. Wszyscy domownicy pokochali kota – nawet piec, choć bez wzajemności 😉

Zachęcam wszystkim do adopcji kociaków. Na mojej facebookowej tablicy co rusz pojawiają się zdjęcia schroniskowych zwierzaków. Pamiętajcie jednak że to nie są zabawki! Decyzja o adopcji zwierzaka – psa, kota, chomika, świnki morskiej – powinna być dokładnie przemyślana. Bądźmy odpowiedzialni.

Pozdrawiam,

Asia

Reklamy

2 myśli w temacie “Adopcja kota

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s